Tłumacz niezależny — wymarzona praca? Plusy i minusy tego zawodu

Dodany przez Dagmara


Opublikowany maj 20, 2019


Turbo-tlumacz-pl-en

Praca w domu bez konieczności dojeżdżania do firmy zatłoczoną komunikacją miejską, spotkania z ciekawymi ludźmi podczas konferencji i targów, stałe podnoszenie kwalifikacji językowych i mówienie z „brytyjskim akcentem” — ile jeszcze plusów pracy jako tłumacz dodałbyś do tej listy? A może jest wręcz przeciwnie — to zajęcie wyciskające z człowieka siódme poty? W dzisiejszym wpisie weźmiemy na warsztat kilka stereotypowych wyobrażeń dotyczących tego zawodu.

Mit nr 1: Praca w domu? Ale masz fajnie…

Tłumacz to jeden z wielu zawodów, który można wykonywać zdalnie. Żeby zrobić pisemne tłumaczenie specjalistyczne (techniczne czy dokumentów) wystarczy połączenie z internetem. Żeby przetłumaczyć rozmowy telefoniczne online — odpowiednia aplikacja i słuchawki. Do tego wcale nie trzeba eleganckiej koszuli, ani starannego makijażu, a droga do pracy zamienia się z godziny stania w korkach w kilka minut spokojnego przejścia z sypialni do gabinetu. Do tego te nielimitowane przerwy na kawę. Żyć, nie umierać.

Jednak rzeczywistość to nie bajka. Praca w domu wymaga dobrej organizacji — spanie do południa oznacza mniejszą liczbę zleceń, którą jesteś w stanie wykonać w ciągu dnia. Weekend wcale nie jest czasem, kiedy klienci odpoczywają — zdarzy się, że potrzebują (najlepiej na szybko) „krótkiego tłumaczenia, które ma tylko parę stron, a tekst jest po korekcie” (potem się okazuje, że czcionka ma rozmiar 11, a w każdym akapicie znajdziesz co najmniej jeden błąd rzeczowy i parę literówek). A przerwy kawowe? Oczywiście, są. Ale bez firmowych pogaduszek na rozluźnienie atmosfery. A kiedy chcesz nadrobić towarzyskie zaległości, to albo okazuje się, że masz wolne przedpołudnie we środę, kiedy wszyscy twoi znajomi są w pracy, albo w piątek wieczorem dostajesz zlecenie nie do odrzucenia, więc… pracujesz, w przerwach lajkując zdjęcia z imprezy, na której cię nie ma.

Mit nr 2: „Pewnie super znasz angielski i masz akcent jak sir David Attenborough”

Znać, to na pewno znasz, w przeciwnym razie nie pracowałbyś zawodowo jako tłumacz (tu polecamy nasz inny wpis Czy każdy, kto zna język obcy może zostać tłumaczem?). Ale z tym akcentem to już różnie bywa, bo jeśli tłumaczysz tylko teksty, a nie zajmujesz się przekładem ustnym, to okazji do szlifowania zdolności oratorskich w języku obcym masz raczej niewiele.

Nowe słówka, znajomość zwrotów, którymi możesz błysnąć w towarzystwie? Pewnie! Zawsze znajdzie się coś, czego nie znasz i musisz poszperać w słowniku czy forum internetowym. Ale z tymi ciekawymi tekstami, to byśmy nie przesadzali… Może się trafić perełka w postaci tłumaczenia wywiadu z podróżnikiem, który czytasz z wypiekami na twarzy, czy spotkania autorskiego Twojego ulubionego pisarza. Codzienność jednak jest szara i monotonna — akty notarialne (w przypadku tłumaczy przysięgłych), e-maile i na wszelki wypadek dziesiąty z kolei opis produktu z tej samej linii (jakby dziewięć pozostałych nie wystarczyło).

Mit nr 3: Bycie swoim własnym szefem to świetna sprawa!

Tak, jeśli masz ciągłość zleceń — stałych klientów, wysokie kompetencje, tłumaczysz w rzadkiej parze językowej etc. Inaczej jest jak w tym frywolnym dowcipie, w którym córka pisze list z kolonii do rodziców zaczynający się od słów: „Bawimy się jak damy”.

Oznacza to tyle, że stan Twojego konta jest wprost proporcjonalny do wysiłku, jaki wkładasz każdego dnia w pracę — każdy kolejny miesiąc zmusza cię do dynamicznego planowania domowego budżetu (w przeciwieństwie do kolegów pracujących na etacie, którzy w tym względzie mogą liczyć na pewną przewidywalność).

Mit nr 4: Tłumacz freelancer - zarabiasz tyle, ile chcesz

Oczywiście, bo zawsze możesz pracować więcej lub bardziej wydajnie — podnosić swoje kompetencje czy szukać nisz na rynku — i dzięki temu zarabiać więcej pieniędzy. Nie musisz prosić szefa o podwyżkę, a po osiągnięciu pewnego poziomu umiejętności sam wybierasz klientów i projekty tłumaczeniowe, w których chcesz uczestniczyć.

Te idyllę jednak brutalnie przerywa rynek, który zmusza Cię do reinterpretacji twoich stawek tłumaczeniowych, nakazuje śledzić konkurencję czy męczyć się z roszczeniowym klientem, który dziwi się, że spacja to też znak, za który trzeba zapłacić. Czasami balansujesz na linie, ale, jak to w życiu, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Czy warto być niezależnym tłumaczem?

Tłumacz to zawód jak każdy inny; czasem plusy przesłaniają minusy, a czasem nie. Nie oznacza to jednak, że nie jest to ciekawa i inspirująca praca — wszystko zależy od tego, w jaki sposób stworzysz swój warsztat i wypracujesz techniki, które umożliwią Ci zbalansowanie satysfakcji z wykonanego zadania z codziennymi zawodowymi trudnościami.